poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział 1

pggggggggggg*Oczami Alex *

Siedziałam w swoim pokoju, jak zawsze. Ułożyłam się wygodnie na parapecie i obserwowałam jak pierwszy raz w tym roku spadł śnieg. Co jakiś czas ktoś przechodził, ale kiedy  już na ciemnym podwórku oświetlonym tylko jedną latarnią wolno spadały kolejne płatki śniegu było najpiękniej. Wtedy miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Nie lubiłam wychodzić ze swojego pokoju kiedy rodzina była w domu, czułam się tu najlepiej; bez wkurzającego ojca. Oboje udajemy, że wszystko jest okej, ale tak naprawdę  prowadzimy wojnę. Nawet o drobiazgi  wybucha afera. Kiedy odkrył, że mam twitter’a, tak się wkurwił, że w poszukiwaniu  nie wiadomo czego, wypierdolił mi wszystkie książki z szafki. Oczywiście to ja musiałam je sprzątać. Kidy zbierałam ostatnie książki, aby ułożyć je z powrotem na półce, zaczął mi przeglądać historię wyszukiwarki… Zaczęłam się z nim kłócić i mój laptop prawie wyleciał przez okno. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że nigdy się nie przepraszamy, a kilka dni po kłótni znowu udajemy, że wszystko jest dobrze. I tak w kółko. Ale nigdy nie będzie dobrze. On o ty nie wie ale ja mam powód o który się zawsze wkurzam. Teraz kiedy tak siedzę przy oknie jest cicho i spokojnie. Jak na wieczór idealnie. Trochę głupio mi się do tego przyznać, ale lubię chodzić do szkoły. Czuję się tam dużo swobodniej i pewniej niż w domu. Nie mam z nikim problemów. Zdarza się, że ktoś jest irytujący ale no cóż, ja po prostu przymykam na nich oko. Każdy ma przecież jakieś wady. Mam wrażenie, że ludzie nawet mnie lubią. Zwykle jestem pogodna, kiedy widzę, że ktoś ma problem to staję w jego obronie. Nieważne czy dojdzie do ostrej wymiany zdań czy do przepychanek. Mogę komuś przypierdolić, nie boję się tego.
Ciszę w pokoju przerwał nagle dobrze mi znany dźwięk przychodzącego sms’a. Wzięłam telefon do ręki. Kidy zobaczyłam kto jest autorem wiadomości, od razu się uśmiechnęłam. Amanda. Najfajniejsza dziewczyna jaką znam. Przyjaźnimy się w sumie od pierwszej klasy podstawówki, wie o mnie wszystko. Czasami jest dziecinna i denerwująca, ale nikt by mi jej nie zastąpił.
-„ Gdzie jesteś??”- przeczytałam wiadomość na głos. No tak. Przecież umówiłyśmy się do niej na noc.
-„ Za pół godziny będę”- szybko jej odpisałam.  Na szczęście nie mieszka daleko. 10 minut drogi pieszo, ale w tej chwili prawdziwą sztuką będzie wyjście z domu.

Niby rodzice już wczoraj pozwolili mi iść, ale miałam tam być już dobrą godzinę temu i gdyby zobaczyli, że dopiero teraz mam zamiar wyjść, od razu znaleźli by powody i mieli wąty, że mam nie iść. Ale nie wchodzili do mojego pokoju od kąt wrócili z pracy i nie truli mi dupy od przyjścia do domu. Może pomyśleli, że już wyszłam. Szybko spakowałam kilka rzeczy do torby i założyłam sobie ją przez ramię wcześniej zakładając ciepłą bluzę i skejty. Zgasiłam światło w pokoju i otworzyłam okno. Starałam się zachowywać jak najciszej. Stanęłam na parapecie i przeszłam  na druga stronę. Przymknęłam okno i kucnęłam, opierając się rękami o zimne płytki mojego dachu. Cieszę się, że mój pokój znajduje się nad wejściem do domu, bo bez trudu wskoczyłam na daszek, który był postawiony nad drzwiami frontowymi i chwytając rynnę, zeskoczyłam na ziemię. Szybko wybiegłam na chodnik przed domem. Przy furtce stała nasza skrzynka na listy. Oczywiście zapomnieli z niej wyjąć poczty. Chwyciłam klapkę, na której namalowane było dużymi literami nazwiska „Shay” i przejrzałam listy. Same rachunki. Włożyłam  je z powrotem do skrzynki i skręciłam w lewo. Śnieg wciąż prószył i czując co jakiś czas jak zimny płatek spada na mój policzek, włożyłam na głowę kaptur i ruszyłam przed siebie. Mijałam dom za domem, aż w końcu znalazłam się przed działką Amy. Był dopiero początek grudnia, ale przed wejściem do ich domu stał już świecący się Mikołaj a na dachu były już zawieszone lampki. Zapukałam do drzwi, a ze środka dobiegł głośny tupot. Ama prawie od razu pokazała się w drzwiach i rzuciła mi się na szyję.
- Cześć!! Coś się tak opierdalała?!-  Spytała się uśmiechnięta. Tak, no jasne. Amanda i jej bezpośredniość.  
- Przepraszam, musiałam wychodzić przez okno.
- Aha. Chodź na górę. -  Przyjęła ta wiadomość jakby nigdy nic. Wiedziała o wszystkich moich problemach i nie zadawała niepotrzebnych pytań. Ale była tez jak żywy wulkan energii, radości i optymizmu. Normalnie jakby miała zaraz odlecieć na jednorożcu do krainy tęczy. Kiedy się z nią rozmawia, od razu można stwierdzić, że  jest zbyt wylewna i przesadnie coś przeżywa. Ja mam w sobie pewien spokój, coś takiego jakby mrok i dlatego nigdy nie zmienię się w księżniczkę na jednorożcu , i ona o tym wie.


- Wolna chata? Super. – poczułam wyraźną ulgę, kiedy zobaczyłam, że jej rodzice wybyli. Z niewiadomych dla mnie powodów ,jej mama mnie nienawidzi. Zawsze jak mnie widzi, patrzy się na mnie jakbym była barbarzyńcom.  Ja wtedy uśmiecham się do niej najpromienniej i najszerzej jak tylko potrafię a ona wkurza się jeszcze bardziej.  Lubię czasem prowokować ludzi. Nie jestem i nigdy nie będę wzorowym dzieckiem, lubię być wkurzająca, prowokacyjna, czasem komuś przyłożyć. Tak już bywa.
_________________________________________________________________

No i jest !  Jestem naprawdę dumna z tego rozdziału :)) Nie jest może jakiś mega długi ale i tak :)

                                                       CZYTASZ =  KOMENTUJESZ
Jeśli przeczytaliście to proszę o jakikolwiek komentarz. Co bym mogła zmienić czy jest okej. Chcę wiedzieć, że mam to dla kogo pisać :)) drugi rozdział powinnam dodać do końca tygodnia. pa  ^^

5 komentarzy: