*Oczami Alex *
Siedziałam w
swoim pokoju, jak zawsze. Ułożyłam się wygodnie na parapecie i obserwowałam jak
pierwszy raz w tym roku spadł śnieg. Co jakiś czas ktoś przechodził, ale
kiedy już na ciemnym podwórku
oświetlonym tylko jedną latarnią wolno spadały kolejne płatki śniegu było
najpiękniej. Wtedy miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Nie lubiłam
wychodzić ze swojego pokoju kiedy rodzina była w domu, czułam się tu najlepiej;
bez wkurzającego ojca. Oboje udajemy, że wszystko jest okej, ale tak naprawdę prowadzimy wojnę. Nawet o drobiazgi wybucha afera. Kiedy odkrył, że mam
twitter’a, tak się wkurwił, że w poszukiwaniu
nie wiadomo czego, wypierdolił mi wszystkie książki z szafki. Oczywiście
to ja musiałam je sprzątać. Kidy zbierałam ostatnie książki, aby ułożyć je z
powrotem na półce, zaczął mi przeglądać historię wyszukiwarki… Zaczęłam się z
nim kłócić i mój laptop prawie wyleciał przez okno. Najciekawsze w tym
wszystkim jest to, że nigdy się nie przepraszamy, a kilka dni po kłótni znowu
udajemy, że wszystko jest dobrze. I tak w kółko. Ale nigdy nie będzie dobrze.
On o ty nie wie ale ja mam powód o który się zawsze wkurzam. Teraz kiedy tak
siedzę przy oknie jest cicho i spokojnie. Jak na wieczór idealnie. Trochę
głupio mi się do tego przyznać, ale lubię chodzić do szkoły. Czuję się tam dużo
swobodniej i pewniej niż w domu. Nie mam z nikim problemów. Zdarza się, że ktoś
jest irytujący ale no cóż, ja po prostu przymykam na nich oko. Każdy ma
przecież jakieś wady. Mam wrażenie, że ludzie nawet mnie lubią. Zwykle jestem
pogodna, kiedy widzę, że ktoś ma problem to staję w jego obronie. Nieważne czy
dojdzie do ostrej wymiany zdań czy do przepychanek. Mogę komuś przypierdolić,
nie boję się tego.
Ciszę w
pokoju przerwał nagle dobrze mi znany dźwięk przychodzącego sms’a. Wzięłam
telefon do ręki. Kidy zobaczyłam kto jest autorem wiadomości, od razu się
uśmiechnęłam. Amanda. Najfajniejsza dziewczyna jaką znam. Przyjaźnimy się w
sumie od pierwszej klasy podstawówki, wie o mnie wszystko. Czasami jest
dziecinna i denerwująca, ale nikt by mi jej nie zastąpił.
-„ Gdzie jesteś??”- przeczytałam
wiadomość na głos. No tak. Przecież umówiłyśmy się do niej na noc.
-„ Za pół godziny będę”- szybko jej
odpisałam. Na szczęście nie mieszka
daleko. 10 minut drogi pieszo, ale w tej chwili prawdziwą sztuką będzie wyjście
z domu.
Niby rodzice
już wczoraj pozwolili mi iść, ale miałam tam być już dobrą godzinę temu i gdyby
zobaczyli, że dopiero teraz mam zamiar wyjść, od razu znaleźli by powody i
mieli wąty, że mam nie iść. Ale nie wchodzili do mojego pokoju od kąt wrócili z
pracy i nie truli mi dupy od przyjścia do domu. Może pomyśleli, że już wyszłam.
Szybko spakowałam kilka rzeczy do torby i założyłam sobie ją przez ramię
wcześniej zakładając ciepłą bluzę i skejty. Zgasiłam światło w pokoju i otworzyłam
okno. Starałam się zachowywać jak najciszej. Stanęłam na parapecie i
przeszłam na druga stronę. Przymknęłam
okno i kucnęłam, opierając się rękami o zimne płytki mojego dachu. Cieszę się,
że mój pokój znajduje się nad wejściem do domu, bo bez trudu wskoczyłam na
daszek, który był postawiony nad drzwiami frontowymi i chwytając rynnę,
zeskoczyłam na ziemię. Szybko wybiegłam na chodnik przed domem. Przy furtce
stała nasza skrzynka na listy. Oczywiście zapomnieli z niej wyjąć poczty.
Chwyciłam klapkę, na której namalowane było dużymi literami nazwiska „Shay” i
przejrzałam listy. Same rachunki. Włożyłam
je z powrotem do skrzynki i skręciłam w lewo. Śnieg wciąż prószył i
czując co jakiś czas jak zimny płatek spada na mój policzek, włożyłam na głowę
kaptur i ruszyłam przed siebie. Mijałam dom za domem, aż w końcu znalazłam się
przed działką Amy. Był dopiero początek grudnia, ale przed wejściem do ich domu
stał już świecący się Mikołaj a na dachu były już zawieszone lampki. Zapukałam
do drzwi, a ze środka dobiegł głośny tupot. Ama prawie od razu pokazała się w
drzwiach i rzuciła mi się na szyję.
- Cześć!! Coś się tak opierdalała?!- Spytała się uśmiechnięta. Tak, no jasne.
Amanda i jej bezpośredniość.
- Przepraszam, musiałam wychodzić przez
okno.
- Aha. Chodź na górę. - Przyjęła ta wiadomość jakby nigdy nic.
Wiedziała o wszystkich moich problemach i nie zadawała niepotrzebnych pytań.
Ale była tez jak żywy wulkan energii, radości i optymizmu. Normalnie jakby
miała zaraz odlecieć na jednorożcu do krainy tęczy. Kiedy się z nią rozmawia,
od razu można stwierdzić, że jest zbyt
wylewna i przesadnie coś przeżywa. Ja mam w sobie pewien spokój, coś takiego
jakby mrok i dlatego nigdy nie zmienię się w księżniczkę na jednorożcu , i ona
o tym wie.
- Wolna chata? Super. – poczułam wyraźną
ulgę, kiedy zobaczyłam, że jej rodzice wybyli. Z niewiadomych dla mnie powodów
,jej mama mnie nienawidzi. Zawsze jak mnie widzi, patrzy się na mnie jakbym
była barbarzyńcom. Ja wtedy uśmiecham się
do niej najpromienniej i najszerzej jak tylko potrafię a ona wkurza się jeszcze
bardziej. Lubię czasem prowokować ludzi.
Nie jestem i nigdy nie będę wzorowym dzieckiem, lubię być wkurzająca, prowokacyjna,
czasem komuś przyłożyć. Tak już bywa.
_________________________________________________________________
No i jest ! Jestem naprawdę dumna z tego rozdziału :)) Nie jest może jakiś mega długi ale i tak :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeśli przeczytaliście to proszę o jakikolwiek komentarz. Co bym mogła zmienić czy jest okej. Chcę wiedzieć, że mam to dla kogo pisać :)) drugi rozdział powinnam dodać do końca tygodnia. pa ^^
fajne :))
OdpowiedzUsuńFajne ale kiey bedzie moj Josh? ;*
OdpowiedzUsuńjuż w 3 :]]
UsuńZapowiada się ciekawie :)
OdpowiedzUsuńSuper! Josh i Niall♥ kiedy 2 rozdział?
OdpowiedzUsuń